Zobacz również:
Zamykamy biznes i co z tym zrobisz?
Wyobraźmy sobie sytuację.
Zajmujesz stanowisko osoby, która kieruje i zarządza centrum usług wspólnych w Polsce. Twoje centrum działa od kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Wszystko chodzi OK. Czasem masz jakieś wyzwania, ale co do zasady, to nie jest jakiś dramat i sprawy idą do przodu. Centrum urosło Ci do kilkuset etatów, a Twoi współpracownicy codziennie realizują szereg działań w wielu różnych procesach.
A teraz otrzymujesz telefon od swoich przełożonych zza granicy, że masz się szykować do zamknięcia Twojego centrum, gdyż generalnie firma postawiła na automatyzację, sztuczną inteligencję i co do zasady nie będzie potrzebować już centrum usług wspólnych i wszystko ponownie przejmuje biznes.
Co robisz?
To nie jest science fiction!
W minionym tygodniu miałem bardzo ciekawą rozmowę z szefem jednego z centrów usług wspólnych, który stanął w obliczu takiej sytuacji.
Ciekaw, czyż nie?
I co w takiej sytuacji można zrobić?
Oczywiście, można się karnie podporządkować i zacząć pakować manatki. Po drodze przejść jeszcze proces automatyzacji tego co się tylko da, wdrożenia sztucznej inteligencji (tu życzę powodzenia, bo to nie jest prosty i szybki temat), redukcji zespołu do minimum i przekazaniu tego co zostanie do biznesu.
Można też zacząć zadawać pytania. A skąd ten pomysł, a na jakiej podstawie został podjęty, a dlaczego, a czy jest na to gotowy plan… to oczywiście tylko okruszki z zadawanych pytań i może być ich znacznie więcej.
Ale można też zrobić jeszcze coś innego. Wejść na drogę automatyzacji, gdyż prędzej czy później i tak się to stanie. Technologia, którą się otaczamy, która usprawnia optymalizację procesów jest tak dobra i coraz tańsza, że szkoda z niej nie korzystać. Ale to nie wszystko. W tym samym czasie można wsiąść w samolot i polecieć do tak zwanego „biznesu” i zacząć się rozglądać, co, kto, jak i dlaczego robi i zacząć przejmować nowe funkcje, do chodzącego bądź co bądź jeszcze centrum usług wspólnych.
Okazuje się, że biznes, w wielu przypadkach, nie jest świadom tego co można zoptymalizować, przy użyciu istniejących kompetencji, jakie przez lata wypracowało centrum usług wspólnych. I nie czepiajmy się tu tego, czy jest to centrum SSC, GBS, GCC, czy może jeszcze jakieś inne, którego trzyliterowy skrót nie jest nam jeszcze znany.
Biznes, nie jest wszechmądry, nie ma patentu na wiedzę, a centrum usług wspólnych ma doświadczenie w tym co i jak łączyć, scalać, optymalizować. Model centrów usług wspólnych musi podlegać ewolucji i zmianom, przede wszystkim w obszarze walki o nową pracę i nowy model pracy.
Od robotyzacji, cyfryzacji i ingerencji AI nie uciekniemy. To są fakty. I przed tymi faktami stoi na świecie cała branża. Zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu nie będzie już globalnie bardzo rosło, gdyż nawet tworzone nowe miejsca pracy będą zastępowały te, które podlegać będą automatyzacji.
Jeśli sektor centrów usług wspólnych chce iść dalej do przodu, dodawać wartość biznesowi, wpływać nie tylko na generowanie oszczędności, ale mieć wpływ także na generowanie wartości i zysku, to musi przechodzić na proaktywne działania. Musi dokładnie rozumieć co i gdzie robi biznes, aby wyciągać z niego kolejne kąski.
Centrum Usług Wspólnych, to nowoczesny ekosystem, który nie „pierdzi w stołek”, tylko pokazuje biznesowi co i jak można zrobić lepiej, szybciej i taniej. TAK – ten magiczny trójkąt poprzez działania centrów usług wspólnych jest możliwy do osiągnięcia. Co więcej, jest jeszcze jeden element, który można tu dodać i w całości wyglądałby on tak: lepiej-szybciej-taniej-z zyskiem



